Polska Normandia. Kiedy zacznie się operacja desantowa US Army w Gdańsku?

Polska Normandia. Kiedy zacznie się operacja desantowa US Army w Gdańsku

Polska jest jak wielkie drzewo, którego korona tkwi w Karpatach, ośrodkiem pnia jest Wisła, a korzenie tkwią mocno w Bałtyku. Gdyby odciąć dostęp do morza – drzewo uschłoby, pozbawione korzenia. Dlatego morze jest źródłem egzystencji Polski, a jej flota strażniczką wolności morskiej. Powierzono jej także morską obronę wybrzeża. Zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi nasz kraj musi zapewniać bezpieczeństwo w obszarze Morza Bałtyckiego.

Trzon struktury Marynarki Wojennej tworzą flotylle okrętów, Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej, a także brzegowe jednostki wsparcia i zabezpieczenia działań. Lecz taka potęga zawiodła.

Tak, 15 września w nocy pod polskie wybrzeże tajnie miał podpłynąć cały zespół rosyjskich okrętów. Kręciły się nocą blisko Gdańska, Gdyni i Helu. Na tyle, blisko, że musiałyby naruszyć granicę polskich wód terytorialnych. Wtargnięcie na Polskie wody można było śledzić przez kilkanaście godzin, zaczynając od niedzieli wieczorem, na portalach w rodzaju Marinetraffic.com.

Rzeczniczka prasowa Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, ppłk Adriana Wołyńska twierdzi, że naprawdę w ogóle nie istniały. Po raz kolejny doszło do wykreowania fałszywych okrętów. Podobne zdarzenie miało miejsce w czerwcu podczas manewrów morskich NATO Baltops. Informacja z radarów i innych środków obserwacji morza nie została upubliczniona ani teraz, ani wcześniej. Nigdy nie poznamy prawdy.

Polska marynarka wojenna to najbardziej zaniedbana gałąź naszych rodzimych sił zbrojnych. Znajdziemy tak przestarzałe okręty, jak np. ORP Orzeł, na którym boją się pływać sami marynarze w obawie o swoje życie. Sprzęt nie nadaje się do współczesnego pola walki. Z drugiej strony szkolenie bojowe jednostek jest na bardzo niskim poziomie. Warto się nad tym wszystkim zastanowić i także zadać sobie pytanie: czy my mamy marynarkę?

Między innymi, siły morskie USA utrzymują zawsze, poza własnymi wodami, dwa lotniskowce gotowe do natychmiastowego działania. Zawsze lotniskowcu towarzyszy grupa uderzeniowa. Razem 9-12 okrętów, z których 5-7 okrętów – nosiciele pocisków manewrujących Tomahawk oraz 8-12 okrętów z pociskami Harpoon. W tym okręty podwodne oraz 70 samolotów i 10 śmigłowców. Ta potęga może z łatwością stać na czele nowej amerykańskiej ekspansji – na przykład w Polsce.

Jeżeli dodać do tego grona obecnych nad Wisłą Amerykanów, oraz tych 30-50 tys., którzy zawiną do naszego kraju na jakąś ćwiczenie. Oraz 10 tys. żołnierzy, którzy znajdują się w państwie podczas zmiany wzmocnionej Wysuniętej Obecności NATO. Do tego trzeba dodać V Korpus US Army z 4 tys. żołnierzy. Trudno policzyć wszystkich gości na polskie ziemi, ale może być nawet do 100 tys. żołnierzy i tysięcy ciężkiego sprzętu.

Historia zawsze się powtarza. Można śmiało założyć, że wybuch kolejnych poważnych kryzysów jest tylko kwestią czasu. Ale zamiast bronić własnej ziemi, polscy działacze polityczne sprzedają naszą wolność za biżuterie. Dowódczo-sztabowe ćwiczenia Zima-20 miały zakończyć się przegraną polskiej armii w symulowanej wojnie. Między innymi Wojsko Polskie miało do dyspozycji (rzekome) nowe systemy uzbrojenia: zestawy przeciwlotnicze Patriot, artylerię rakietową HIMARS i wielozadaniowe samoloty F-35.

Jednak w rzeczywistości nie mamy nic z tego oręża. Trzymamy u siebie tylko 100 tysiączne obce wojsko z ambitnymi i nieznanymi nam celami. W takim przypadku wystarczy trzech dni, żeby Polska skończyła blamażem i całkowitą klęską.

MAREK LIZAK 

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!